Zasadniczo będzie o tym, że jestem beznadziejna. Heh, miały być zdjęcia odnawianej podłogi... No cóż, podłoga jest w połowie drogi (należy to traktować dosłownie). Nie mam teraz możliwości, żeby ją dokończyć, bo muszę gdzieś wynieść metalowe łóżko 140x200. A nie mam gdzie. Bo drugi pokój pełni chwilowo funkcję kuchni.
Wniosek? Najpierw kuchnia, potem podłoga w pokoju. Tylko, że to nie jest taka prosta sprawa, gdyż w owej kuchni trzeba zrobić betonową wylewkę pod... UWAGA kafelki. Heh, tak... JA WIELKI WRÓG PŁYTEK W FORMIE I KSZTAŁCIE WSZELAKIM BĘDĘ MIAŁA CHOLERNY GRES NA PODŁODZE. Ale za to będę też miała ogrzewanie podłogowe, a co. Po prostu nie mam już siły, weny i pieniędzy żeby kombinować nad niestandardowymi rozwiązaniami. Chciałam podłogę ze szlifowanego na lekki połysk betonu. Tylko, że to jest koszmarnie drogie :(. Firmy, które to wykonują, zazwyczaj robią takie posadzki w halach przemysłowych, na bardzo dużych powierzchniach. A ja mam niecałe 14m2 do zrobienia. Nikt się tego nie podejmie. Poza tym mieszkam na cholernym zadupiu niestety. I takich wykonawców w zasadzie nie ma. Więc, siła wyższa - będą kafelki. W czarno-białą szachownicę. Co by oczopląsu dostać. A za zabudową będzie czarna ściana. Nieodwołalnie. Bo ja jednak kocham czerń i nie mogę sobie odmówić tej ekstrawagancji. A poza tym wierzę w swój niezawodny instynkt projektanta i po prostu wiem, że będzie zajebiście :).
A teraz grzecznie zmykam przygotować ofertę dla klienta, który obecnie jest w aspekcie niedokonanym, z nadzieją, że dzięki temu ów aspekt zmieni się rychło na dokonany. I będę miała za co zrobić ogrzewanie podłogowe. A teraz inspiracje z podłogą w szachownicę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 czerwca 2011
wtorek, 17 maja 2011
Bielona podłoga
Po dwóch osobistych notkach wracam do głównego wątku tego bloga - do inspiracji wnętrzarskich. Odnawiam sosnową podłogę w swoich pokojach (na razie w jednym z nich), która niestety pokryta jest kilkoma warstwami kryjącej farby. Zanim się przeprowadziliśmy pomalowałam ją na biało akrylową emalią, ale nie jestem zadowolona z efektu. Mimo wcześniejszego szlifowania, farba się łuszczy i odbarwia. Dlatego postanowiłam dotrzeć do surowego drewna, co jest bardzo wyczerpujące - pokoje w sumie mają prawie 40m2. Po gruntownym przemyśleniu i czasochłonnym zdobywaniu informacji, zdecydowałam się, że ostatecznym wykończeniem podłogi będzie olejowanie. Nie mam możliwości, żeby przenieść się na kilka dni z kotami do innego miejsca, by móc podłogi polakierować - lakier koszmarnie cuchnie, a podłoga wymaga położenia aż czterech warstw, z których każda musi schnąć 24h. Poza tym zależy mi na zachowaniu charakteru starej podłogi, musi być więc wykończona na matowo. Olej sprawdza się tutaj idealnie. Zanim olej zostanie położony, chcę podłogę pobielić bejcą wodną.
Wrzucam zdjęcie pochodzące z bloga http://scandinavianretreat.blogspot.com/, prezentujące efekt jaki chciałabym osiągnąć.
Zamierzam do tych desek dobrać białe listy mdf, które będą ładnie odcinać linię podłogi, kontrastując z kolorem grafitowych ścian (jestem naprawdę dumna z tego koloru - kocham szarości we wnętrzach). Zasadniczą inspiracją do stworzenia tego wnętrza była monochromatyczność czarno-białych zdjęć. Szarość na ścianach, jasna podłoga i zdjęcia w tonacji bw na ścianach. Jutro wrzucę zdjęcia z placu boju, pokazujące żmudny proces renowacji desek.
PS. Udało mi się uniknąć sushi ;) Będzie dorsz z brokułowym puree w towarzystwie czerwonego wina :)
Wrzucam zdjęcie pochodzące z bloga http://scandinavianretreat.blogspot.com/, prezentujące efekt jaki chciałabym osiągnąć.
Zamierzam do tych desek dobrać białe listy mdf, które będą ładnie odcinać linię podłogi, kontrastując z kolorem grafitowych ścian (jestem naprawdę dumna z tego koloru - kocham szarości we wnętrzach). Zasadniczą inspiracją do stworzenia tego wnętrza była monochromatyczność czarno-białych zdjęć. Szarość na ścianach, jasna podłoga i zdjęcia w tonacji bw na ścianach. Jutro wrzucę zdjęcia z placu boju, pokazujące żmudny proces renowacji desek.
PS. Udało mi się uniknąć sushi ;) Będzie dorsz z brokułowym puree w towarzystwie czerwonego wina :)
piątek, 8 kwietnia 2011
Dekoracje
Nie mam jeszcze ruszonej kuchni, nie wspominając o reszcie. Ale już od bardzo dawna zastanawiam się nad tym, co powiesić na ściany. To mieszkanie ma mnie reprezentować, zależy mi na maksymalnym zindywidualizowaniu przestrzeni, w której mam się czuć dobrze. Wiadomo, że najlepszym sposobem na to jest po prostu powieszenie swoich prac na ścianie. Pasjonuję się fotografią, więc pierwszą moją myślą było, aby powiesić jak najwięcej moich zdjęć. Pierwszy pokój, który wykończyliśmy był idealistycznie przeze mnie do tego predestynowany. Pomalowałam ( a raczej niemąż pomalował) ściany na szaro, a starą sosnową podłogę na biało (ale to ja dzielnie zdzierałam, szlifierką oscylacyjną, paskudną farbę olejną, w jedynym słusznym prl-owym kolorze. Szlifierka o mało od tego nie umarła, a ja straciłam przy okazji trzy centymetry w biodrach). Miało się kojarzyć z monochromatycznością czarno-białych zdjęć, na które przeznaczyłam jedyną ścianę bez drzwi i okien.
Pomieszczenie tymczasowo pełni wszystkie funkcje - jest naszą sypialnią, jadalnią i moim biurem. Przy takim wykorzystaniu pokoju nie ma na razie mowy o wieszaniu żadnych zdjęć. No i jest jeszcze bulbulator (znaczy... ten, no... kaloryfer z wyrokiem śmierci, który zamiast ogrzewać pomieszczenie, jak na porządny kaloryfer przystało, to robi tylko bul-bul-bul... doprowadzając mnie tym w środku nocy do szału. I bezsenności, rzecz jasna).
Ale nieważne. CHCĘ MIEĆ SWOJE ZDJĘCIA NA ŚCIANIE. No i mam dylemat. I to niejeden, kurde, niejeden. No bo, mają wisieć w orientacji horyzontalnej, czy wertykalnej? Ile ma ich być, jakiej mają być wielkości, w antyramach z zostawioną białą ramką (cholera no, nie wiem jak to się fachowo nazywa), czy bez? No i kluczowe pytanie - CO MAJĄ PRZEDSTAWIAĆ?
Wstępnie zdecydowałam się, że mają być czarno-białe. I że najlepiej trzy. I... dalej już nie wiem. Właściwie to nawet nie wiem, czy je wieszać, czy może oprzeć o ścianę. I co powiesić - swoje koty (z sensie, że zdjęcia, koty powieszone na ścianie wyglądałyby pewnie malowniczo i oryginalnie, ale ciekawe co na to TOZ. No i co na to moje koty), krajobrazy na długim czasie naświetlania, a może makrofotografię? To ostatnie zasadniczo wykluczam. Nie chcę też wyjść na kogoś, kto ma obsesję na punkcie swoich zwierząt (no mam, ale ciiii...), więc chyba zostają te krajobrazy... Tylko, czy to znowu nie za banalnie? Są to ujęcia na długim czasie. W sumie niebanalne. No nic, zamieszczam propozycje.
Zasadniczo najbardziej lubię to ostatnie zdjęcie. Zrobione na Litwie w Trokach (to przedostatnie to trocki zamek). Wydaje mi się najlepsze. Ot, subiektywne autorskie (czyt. autorytarne, czyli nie znające sprzeciwu) zdanie. Rozmyte dzieciaki chyba odpadają. Górskie mgły... No nie wiem. Problem polega na tym, że są kiepskiej jakości (ISO 800 chyba), a ja chcę duży format. Za to te morskie są popaprane przez mój spier***ony obiektyw. A może kwadrat?
No i nie wiem... Lubię te łódki. W zasadzie to jedną z nich. Tak, wiem spieprzyłam rotate przy jednym ze zdjęć.
Chyba jednak nie kwadrat. Zwłaszcza, że mogę wywołać rozmiar góra 40x40cm... To chyba za mało. Nie wiem, no kurde. W sumie to mam jeszcze czas. I zostanę przy tej opcji. Może uda mi się zrobić jakieś powalające zdjęcia do tej pory. Może... Morze (jak dobrze wiatr halny powieje, to pojadę do Szczecina na Wielkanoc. I bryknę nad morze...).
Pomieszczenie tymczasowo pełni wszystkie funkcje - jest naszą sypialnią, jadalnią i moim biurem. Przy takim wykorzystaniu pokoju nie ma na razie mowy o wieszaniu żadnych zdjęć. No i jest jeszcze bulbulator (znaczy... ten, no... kaloryfer z wyrokiem śmierci, który zamiast ogrzewać pomieszczenie, jak na porządny kaloryfer przystało, to robi tylko bul-bul-bul... doprowadzając mnie tym w środku nocy do szału. I bezsenności, rzecz jasna).
Ale nieważne. CHCĘ MIEĆ SWOJE ZDJĘCIA NA ŚCIANIE. No i mam dylemat. I to niejeden, kurde, niejeden. No bo, mają wisieć w orientacji horyzontalnej, czy wertykalnej? Ile ma ich być, jakiej mają być wielkości, w antyramach z zostawioną białą ramką (cholera no, nie wiem jak to się fachowo nazywa), czy bez? No i kluczowe pytanie - CO MAJĄ PRZEDSTAWIAĆ?
Wstępnie zdecydowałam się, że mają być czarno-białe. I że najlepiej trzy. I... dalej już nie wiem. Właściwie to nawet nie wiem, czy je wieszać, czy może oprzeć o ścianę. I co powiesić - swoje koty (z sensie, że zdjęcia, koty powieszone na ścianie wyglądałyby pewnie malowniczo i oryginalnie, ale ciekawe co na to TOZ. No i co na to moje koty), krajobrazy na długim czasie naświetlania, a może makrofotografię? To ostatnie zasadniczo wykluczam. Nie chcę też wyjść na kogoś, kto ma obsesję na punkcie swoich zwierząt (no mam, ale ciiii...), więc chyba zostają te krajobrazy... Tylko, czy to znowu nie za banalnie? Są to ujęcia na długim czasie. W sumie niebanalne. No nic, zamieszczam propozycje.
Zasadniczo najbardziej lubię to ostatnie zdjęcie. Zrobione na Litwie w Trokach (to przedostatnie to trocki zamek). Wydaje mi się najlepsze. Ot, subiektywne autorskie (czyt. autorytarne, czyli nie znające sprzeciwu) zdanie. Rozmyte dzieciaki chyba odpadają. Górskie mgły... No nie wiem. Problem polega na tym, że są kiepskiej jakości (ISO 800 chyba), a ja chcę duży format. Za to te morskie są popaprane przez mój spier***ony obiektyw. A może kwadrat?
No i nie wiem... Lubię te łódki. W zasadzie to jedną z nich. Tak, wiem spieprzyłam rotate przy jednym ze zdjęć.
Chyba jednak nie kwadrat. Zwłaszcza, że mogę wywołać rozmiar góra 40x40cm... To chyba za mało. Nie wiem, no kurde. W sumie to mam jeszcze czas. I zostanę przy tej opcji. Może uda mi się zrobić jakieś powalające zdjęcia do tej pory. Może... Morze (jak dobrze wiatr halny powieje, to pojadę do Szczecina na Wielkanoc. I bryknę nad morze...).
niedziela, 20 marca 2011
Kuchnia
No i okazało się, że jak zwykle mam problem z aktualizacją bloga. No nic, tym razem naprawdę się postaram. I pewnie, jak zazwyczaj, nic mi z tego nie wyjdzie. Ale trudno, przejdę do meritum.
Dzisiaj kuchnia. Zrobiłam sobie projekt, korzystając z programu dostępnego na stronie internetowej znanej sieci na I. W zasadzie większość mebli do zabudowy kupiłam sobie już w grudniu. Tak, dokładnie... Najpierw kupiłam meble, a teraz dopiero zastanawiam się, jak to wszystko ustawić, żeby miało ręce i nogi :P. No i wyszło mi, że muszę dokupić jedną szafkę (która btw. w grudniu nie była dostępna), bo zmieniła mi się nieco koncepcja (wywaliłam lodówkę z ciągu).



Pomieszczenie jest spore - 3,55m na 3.9m, najlepiej wielkość obrazuje rzut od góry. Zabudowa kuchenna jest na krótszej ścianie. Układ jak na wizualizacji - spore okno, na przeciwnej ścianie przejście (bez drzwi). Wybrałam fronty RUBRIK, są stalowe i błyszczące (ciekawe tylko kto będzie wycierał te zacieki... Hmmm...). I wyglądają super (wiem, bo je już mam ;) ). Blat będzie drewniany - najprawdopodobniej dąb olejowany. A podłoga... Będzie betonowa, polerowana na satynowy połysk:

Śliczna, prawda? Kompletnie oszalałam na punkcie betonowej podłogi. Poza tym dzięki temu można zainstalować ogrzewanie podłogowe. Pierwotnie chciałam parkiet przemysłowy, ale doszłam do wniosku, że beton na aranżacjach wygląda super.
Na swoich wizualizacjach wybrałam takie same krzesła, jak te na zdjęciu. Teraz mam sosnowy stół z sosnowymi krzesłami, które kompletnie mi się nie podobają. Zdecydowanie wolę te czarne plasticznki. Marzy się panton chair (na zdjęciu poniżej), ale nie sądzę, żeby było mnie szybko na nie stać... Kosztują ok. 800zł/szt.

Kwestią otwartą jest ściana za zabudową. Na wizualizacji dałam kolor limonkowy, bo biały nie robił dobrego wrażenia. Cała stylistyka będzie bardzo surowa - stalowe fronty, betonowa podłoga, czarne plastikowe krzesła. Limonkowa ściana będzie jedyną plamą koloru i myślę, że fajnie rozbije tę szarość.
Nie zdecydowałam się na górne szafki. Otwarte półki bardziej mi się podobają, wyglądają lżej niż pełna zabudowa. Na dolnych zainstaluję halogeny oświetlające blat. Z doświadczenia wiem, że to naprawdę praktyczne rozwiązanie.
Lodówka jest przykładowa. Podoba mi się stylizowany na retro SMEG w kolorze... Limonkowym :). Ale jest diabelnie drogi. Poszukam tańszego odpowiednika, bo myślę, że ok. 4 tys. za sam design to trochę za dużo. Przynajmniej dla mnie :).

No cóż... Wiem, że Gorenje i Ardo mają linię tak stylizowanych lodówek. Ciekawe tylko, czy uda mi się znaleźć w takim kolorze.
Na zakończenia dorzucam inspirację, czyli zdjęcie kuchni ze stalowymi frontami.
Dzisiaj kuchnia. Zrobiłam sobie projekt, korzystając z programu dostępnego na stronie internetowej znanej sieci na I. W zasadzie większość mebli do zabudowy kupiłam sobie już w grudniu. Tak, dokładnie... Najpierw kupiłam meble, a teraz dopiero zastanawiam się, jak to wszystko ustawić, żeby miało ręce i nogi :P. No i wyszło mi, że muszę dokupić jedną szafkę (która btw. w grudniu nie była dostępna), bo zmieniła mi się nieco koncepcja (wywaliłam lodówkę z ciągu).



Pomieszczenie jest spore - 3,55m na 3.9m, najlepiej wielkość obrazuje rzut od góry. Zabudowa kuchenna jest na krótszej ścianie. Układ jak na wizualizacji - spore okno, na przeciwnej ścianie przejście (bez drzwi). Wybrałam fronty RUBRIK, są stalowe i błyszczące (ciekawe tylko kto będzie wycierał te zacieki... Hmmm...). I wyglądają super (wiem, bo je już mam ;) ). Blat będzie drewniany - najprawdopodobniej dąb olejowany. A podłoga... Będzie betonowa, polerowana na satynowy połysk:

Śliczna, prawda? Kompletnie oszalałam na punkcie betonowej podłogi. Poza tym dzięki temu można zainstalować ogrzewanie podłogowe. Pierwotnie chciałam parkiet przemysłowy, ale doszłam do wniosku, że beton na aranżacjach wygląda super.
Na swoich wizualizacjach wybrałam takie same krzesła, jak te na zdjęciu. Teraz mam sosnowy stół z sosnowymi krzesłami, które kompletnie mi się nie podobają. Zdecydowanie wolę te czarne plasticznki. Marzy się panton chair (na zdjęciu poniżej), ale nie sądzę, żeby było mnie szybko na nie stać... Kosztują ok. 800zł/szt.

Kwestią otwartą jest ściana za zabudową. Na wizualizacji dałam kolor limonkowy, bo biały nie robił dobrego wrażenia. Cała stylistyka będzie bardzo surowa - stalowe fronty, betonowa podłoga, czarne plastikowe krzesła. Limonkowa ściana będzie jedyną plamą koloru i myślę, że fajnie rozbije tę szarość.
Nie zdecydowałam się na górne szafki. Otwarte półki bardziej mi się podobają, wyglądają lżej niż pełna zabudowa. Na dolnych zainstaluję halogeny oświetlające blat. Z doświadczenia wiem, że to naprawdę praktyczne rozwiązanie.
Lodówka jest przykładowa. Podoba mi się stylizowany na retro SMEG w kolorze... Limonkowym :). Ale jest diabelnie drogi. Poszukam tańszego odpowiednika, bo myślę, że ok. 4 tys. za sam design to trochę za dużo. Przynajmniej dla mnie :).

No cóż... Wiem, że Gorenje i Ardo mają linię tak stylizowanych lodówek. Ciekawe tylko, czy uda mi się znaleźć w takim kolorze.
Na zakończenia dorzucam inspirację, czyli zdjęcie kuchni ze stalowymi frontami.
sobota, 5 marca 2011
Inspiracje łazienkowe
Najważniejszym założeniem dotyczącym wykończenia mieszkania było podjęcie przeze mnie decyzji - ABSOLUTNY BRAK PŁYTEK, żadnej terakoty, gresu i innych pochodnych. Szczerze nienawidzę kafelków, ale nie jestem w stanie do końca sprecyzować dlaczego. Są zimne, nieprzyjemne i twarde. Do tego... Moim zdaniem brzydkie i bardzo pospolite. A ja lubię wszystko robić "na okrętkę", proste rozwiązania nie są dla mnie ;). Płytki kładzie się głównie do łazienki i kuchni, ze względu na ich wodoodporność. Ja poszukiwałam nietypowych materiałów - zdecydowałam się na drewno egzotyczne (Tak! Mam drewno na podłodze w łazience!) i... cegłę :). Oszalałam na punkcie wnętrz typu loft... Cegła i parkiet przemysłowy to zdecydowanie to, co zawładnęło mną kompletnie.

źródło: polki.pl

źródło: polki.pl
I cudowne łazienki z drewnem w roli głównej...
A na tym zdjęciu dodatkowo moja kolejna wnętrzarska obsesja... betonowa podłoga :).




Jak remont mojej łazienki ostatecznie się zakończy ( a trochę to jeszcze potrwa...) to wrzucę zdjęcia swojego dzieła ;).

źródło: polki.pl

źródło: polki.pl
I cudowne łazienki z drewnem w roli głównej...
A na tym zdjęciu dodatkowo moja kolejna wnętrzarska obsesja... betonowa podłoga :).




Jak remont mojej łazienki ostatecznie się zakończy ( a trochę to jeszcze potrwa...) to wrzucę zdjęcia swojego dzieła ;).
Subskrybuj:
Posty (Atom)




